top of page

„Śląski Kopciuszek„ czyli Joanna (Johanna) Schaffgotsch (Gryzik/Gryczik von Schomberg-Godulla) 1842-1910

Portret Hans Ulrich i Johanna Schaffgots

Bajkę o Kopciuszku zna chyba każdy, jednak prawdziwą historię o "Kopciuszku ze Śląska" już raczej niewielu. Aż dziw, że jeszcze nikt do tej pory nie spróbował jej sfilmować, bo to niemalże gotowy scenariusz filmowy. Jest to historia ubogiej, śląskiej dziewczynki która wręcz niewiarygodnym zrządzeniem losu, została dziedziczką ogromnego majątku.

Był 29 kwietnia 1842 roku, kiedy w Porembie (obecnie dzielnicy Zabrza), w zwykłej chłopskiej chacie, w wielkich bólach rodzącej matki na świat przyszła mała dziewczynka. Na imię dano jej Joanna (Johanna). Ojciec Johann Gryzik i matka Antonia (z domu Hain) byli zwyczajną, biedną śląską rodziną.

Ojciec pracował w hucie cynku należącej do największego, śląskiego przedsiębiorcy Carla Godulli - zwanego "królem cynku". Matka Joanny dorabiała gdzie mogła. Niecałe 3 lata później (24.01.1845) matka Joasi urodziła drugą córkę - Karolinę (Caroline).

Zaledwie kilka tygodni później (11.03.1845) nieoczekiwanie zmarł ojciec dziewczynek pozostawiając wdowę z dwójką małych dzieci bez źródła utrzymania.

Zapewne trudna sytuacja finansowa sprawiła, że matka Joasi ponownie wyszła za mąż, tym razem za Stephana Schieronia.

Nowy związek małżeński nie należał podobno do udanych. Nowy mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nad matką dziewczynek.

26 marca 1846 roku Antonia owdowiała ponownie. Zaledwie 3 miesiące później wyszła za mąż po raz trzeci, tym razem za Josepha Bonka, z którym miała później jeszcze trójkę dzieci (2 córki i syna). Mówi się, że jej trzeci mąż nie zgodził się aby "wniosła" do małżeństwa dwójkę małych dzieci twierdząc, że nie będzie ich utrzymywał. Antonia mogła zabrać do nowego małżeństwa tylko jedną z dziewczynek. Zadecydowała, że starszą Joasię odda pod opiekę swojej dobrej znajomej - Emilii Lukas, będącej gospodynią w domu Carla Godulli. 

CARL GODULLA, najbogatszy człowiek na Śląsku i jeden z najbogatszych w ówczesnej Europie, wizjoner, pracoholik, dziwak, samotnik, schorowany i oszpecony starzec, stroniący od ludzi i podobno nie lubiący dzieci, pomimo to zezwolił Emilii Lukas na przyjęcie do swego domu czteroletniej Joasi.

Raczej nigdy nie dowiemy się tak naprawdę, co przemówiło za tym, że ten dziwak i "stary, zgorzkniały piernik" zaakceptował w swoim domu obecność dziecka. Czteroletnia Joasia była grzecznym ale bardzo ruchliwym dzieckiem. Lubiła biegać wokół willi Godulli i chodzić na małą łączkę położoną za domem. Tam też podobno pewnego dnia nazbierała bukiet polnych kwiatów i przybiegła z nimi do gabinetu Goduli. Mała Joasia miała podejść do niego nie okazując strachu czy respektu i wręczając mu bukiet powiedzieć: " to dla wos panie Godula, bo jo wos kochom". 

Kiedy parę minut później (w poszukiwaniu Joasi) do gabinetu Godulli weszła Emilia Lukas, o mało nie zemdlała z przerażenia widząc Joasię siedzącą na kolanach Carla, który opowiadał jej najwyraźniej jakąś bajkę ... 

Carl Godulla był tak zaskoczony i ujęty bezpośredniością Joasi, że postanowił otoczyć ją swoją opieką. Zaangażował dla niej nawet prywatnego nauczyciela, który przychodził codziennie do jego domu aby uczyć Joasię.

W kwietniu 1848 roku ciężko chory (cierpiał na przewlekłą kamienicę nerek) udał się na leczenie do Wrocławia zabierając ze sobą dziewczynkę. Kiedy jego stan zdrowia znacznie się pogorszył, dzień przed swoją śmiercią (najprawdopodobniej czując że niebawem umrze) sporządził w obecności swego przyjaciela i prawnika Maksymiliana Schefflera oraz jednego z urzędników państwowych (potwierdzających później autentyczność i treść sporządzonego dokumentu) testament, który zaskoczył wszystkich.

Okazało się bowiem, że Godulla w testamencie cały swój majątek zapisał nie krewnym a sześcioletniej Joasi. Co skłoniło bogatego starca do takiego kroku pozostanie na zawsze tajemnicą. Wiemy jednak, że Godulla miał niewiarygodną intuicję dzięki której również w przypadku Joanny (Johanny) nie mylił się ani odrobinę. W swym testamencie podał szczegółowe informacje dotyczące dalszego kształcenia Joasi.

Wykonawcą testamentu został jego dobry przyjaciel, doradca i prawnik - Maksymilian Scheffler. To on miał zarządzać potężnym majątkiem do czasu uzyskania przez Joankę pełnoletności.

Swych krewniaków Godulla zadowolił jedynie legatami pieniężnymi nie chcąc aby przejęli cały majątek. Jego zdaniem nie nadawali się do prowadzenia interesów. Miał większe zaufanie do sześcioletniej Joasi, która odziedziczyła w ten sposób 19 kopalni galmanu (czyli rudy cynku),

40 kopalni węgla kamiennego, kilka hut cynku, 4 majątki ziemskie : Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki - łącznie prawie 70 tyś. morg pola i prawie 3,5 tyś. morg lasu. Jego majątek oszacowano na łączną sumę ponad 2 milionów talarów w złocie. 

Godula przeoczył tylko jedną drobnostkę, która poważnie skomplikowała życie Joasi. W testamencie widniał niekorzystny zapis, mówiący, że gdyby Joanna zmarła bezpotomnie, to cały majątek odziedziczyć mieli siostrzeńcy Goduli. 

Po ogłoszeniu treści kontrowersyjnego dokumentu, testament stał się prawdziwą sensacją. Pojawiły się plotki, że Joasia jest zapewne jego nieślubnym dzieckiem i okrzyknięto ją „Śląskim Kopciuszkiem”. Przysporzyło jej to również sporo kłopotów.

Rodzina Godulli próbowała wpierw obalić jego testament, a gdy to się nie udało, jawnie słała groźby pod adresem dziewczynki, organizując podobno nawet zamachy na jej życie. Obawiając się o jej bezpieczeństwo Maksymilian Scheffler umieścił/ukrył Joasię w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu, gdzie kontynuowała dalszą naukę. W wieku 16 lat, otrzymawszy staranne - i odpowiednio zorganizowane pod względem merytorycznym - wszechstronne wykształcenie odebrane w renomowanej urszulańskiej szkole we Wrocławiu (które Carl Godulla w swoim testamencie rozpisał szczegółowo z podziałem na poszczególne lata nauki), opuściła klasztor i zamieszkała w domu Schefflera.

Była młodą, atrakcyjną, nadzwyczaj dobrze wykształconą (i oczywiście potwornie bogatą) dziewczyną adorowaną przez wielu kawalerów.

Mówi się (ale nie wiem czy to prawda czy tylko kolejna zmyślona historyjka), że Joanna przez pewien czas miała być związana z jednym z nich (polskim szlachcicem), jednakże podczas pierwszej wizyty w rodzinnym majątku tegoż kawalera, została nadzwyczaj grubiańsko potraktowana przez jego matkę (wyśmiana za swoje niskie, chłopskie pochodzenie). To spowodowało, że Joanna zerwała z nim kontakty. 

Jakiś czas później, w olśniewających wnętrzach Stadttheater we Wrocławiu, gdzie chodziła dwa razy w tygodniu, poznała innego kawalera. 

Ów budynek, słynący z kryształowych luster o łącznej powierzchni dwustu metrów kwadratowych i z zainstalowanego nowoczesnego oświetlenia gazowego, został zaprojektowany przez samego Carla Gottharda Langhansa, znanego niemieckiego architekta.

Joanna uwielbiała wizyty w teatrze i operze. Podczas jednego z teatralnych spektakli poznała 27-letniego (starszego od niej o 11 lat) hrabiego Hansa Ulricha Gottharda Schaffgotscha (1831-1915), wprawdzie niezbyt bogatego, za to pochodzącego z bardzo znanego i szanowanego rodu. Podobno zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. 

I w tym cudownym zaświergoleniu nie obchodziła ich zupełnie ta - mówiąc delikatnie - dziwaczna sytuacja tytularno-majątkowa: ani to, że ona dysponowała spadkiem po Carlu Godulli, liczącym ponad dwa miliony talarów pruskich, nie posiadając jednakże tytułu szlacheckiego, ani to, że on wręcz przeciwnie - cieszył się wprawdzie odwiecznym hrabiowskim tytułem, ale... nie miał wielkich pieniędzy.

Rodzina Schaffgotschów ostrożnie i ze zrozumieniem podeszła do tego, oczywistego z ich punktu widzenia, mezaliansu; dziewczyna wszak była tylko śląską półsierotą i córką posługaczki, jednakże... przecież sam wielki przemysłowiec Godulla uczynił ją najbogatszą panną Europy i dał, niespotykane nawet wśród królewskich córek, wysokie wykształcenie.

W tej sytuacji prawnik i opiekun Joanki Maksymilian Scheffler nie czekając, aż rodzice Hansa Ulricha się rozmyślą, uszczknął nieco z fortuny dziewczyny, udał się do Berlina, na dwór królewski i ... po prostu kupił i tytuł i herb szlachecki dla Joanki.

Z rąk króla pruskiego Friedricha Wilhelma IV otrzymała 6 października 1858 roku tzw. **ADELSBRIEF, (jego pełną treść i tłumaczenie zamieszczam na samym końcu tego opracowania) czyli LIST SZLACHECKI nadający Joannie tytuł szlachecki i nazwisko Gryzik "von Schomberg-Godulla".  Od tego momentu nic już nie stało na przeszkodzie aby mogli się pobrać.

23 października 1858 roku w Szombierkach, trzy tygodnie przed datą ślubu, Johanna Gryzik (już nobilitowana na) von Schomberg-Godulla i Hans Ulrich hrabia Schaffgotsch podpisali kontrakt przedślubny. 

Wedle spisanego kontraktu, cały odziedziczony po przemysłowcu Carlu Godulli majątek, opiewający na ponad 2 miliony talarów, pozostał wyłączną i zastrzeżoną własnością Joanny, zaś Hans Ulrich stał się biernym użytkownikiem owego majątku, mając do dyspozycji przede wszystkim posag przyszłej żony.

Nie był to normalny układ w rozumieniu panujących w ówczesnym społeczeństwie zwyczajów małżeńskich, gdzie kapitał wnoszony przez kobietą automatycznie i nieodwracalnie przejmował jej mąż. Joanna tymczasem zachowała całkowitą kontrolę nad majątkiem. To testament Carla Godulli nie pozostawiał cienia wątpliwości, że Joanna dziedziczy wszystko.

 

15 listopada 1858 roku, 16-letnia Johanna Gryzik von Schomberg-Godulla poślubiła 27-letniego hrabiego (Reichsgraf) Hansa Ulricha Gottharda Schaffgotscha. Zanim udano się do kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu, przyszli małżonkowie (w obecności zgromadzonych w szombierskim pałacu gości) otrzymali od matki Joanny - Antoniny Bonk oraz opiekunki Emilii Gemander błogosławieństwo.

To nie był zwyczajny ślub dwojga przedstawicieli śląskiej arystokracji. To było święto wszystkich okolicznych mieszkańców! Na rynku w Bytomiu, pod kościołem mariackim Parę Młodych witały tłumy. 

Ślubu udzielił młodym biskup Anton Ernest Schaffgotsch z Brna. W uroczystościach weselnych uczestniczyło kilkuset przedstawicieli śląskich rodów arystokratycznych.

Po ślubie orszak weselny, wśród głośnej wrzawy i aplauzu zgromadzonych gapiów, skierował się do pałacu w pobliskich Szombierkach. Pałacu po Carlu Godulli, dobrodzieju Joanki, który nie żył już od dziesięciu lat. Tam odbyły się huczne uroczystości wesela. Bawili się przedstawiciele najznamienitszych rodów, choć każdy z tych gości miał świadomość, iż mariaż ten jest dla młodego hrabiego Schaffgotscha zwykłym mezaliansem. Całym swoim życiem Joanna udowodniła im, że głęboko się pomylili.

Pięćdziesiąt lat później, w roku 1908, w swym bajkowym "Pałacu na Wodzie" w Kopicach, obchodziła wraz z mężem “Złote Wesele”, pięćdziesiątą rocznicę ślubu.

Dokładnie rok później (w pierwszą rocznicę ich ślubu) przyszedł na świat pierworodny syn, Hans Carl Gotthard - wyczekiwany dziedzic tytułu i majątku. Niestety w przyszłości zawiedzie on oczekiwania swoich rodziców do tego stopnia, że zostanie przez nich wydziedziczony. Ale o tym przeczytacie w osobnym opracowaniu zatytułowanym: "Hans Karl Gotthard - niepokorny syn i rodzinny konflikt Schaffgotschów".

 

Małżeństwo Joanny z Hansem Ulrichem oznaczało koniec kłopotów związanych ze spadkiem. Z kolei dla hrabiego, nie dziedziczącego rodzinnych dóbr i nie posiadającego nic prócz tytułu i stopnia porucznika huzarów, małżeństwo to stanowiło szansę na dobrobyt materialny.

Ich związek małżeński zapoczątkował górnośląską linię rodu Schaffgotschów.

 

Państwo młodzi po ślubie zamieszkali we Wrocławiu, w należącym do nich tamtejszym pałacyku (znajdującym się obecnie przy ulicy Tadeusza Kościuszki 34). Był to ich reprezentacyjny miejski pałacyk, urządzony z gustem, miłym dla oka wyposażeniem, bogaty w dzieła sztuki i subtelny przepych. Później przenieśli się do nabytego 4 czerwca 1859 roku PAŁACU w Kopicach (Schloss Koppitz) koło Grodkowa. 

Kopicki pałac wyglądał wówczas inaczej, o wiele skromniej, mniejszych rozmiarów aniżeli ten który znacie z archiwalnych zdjęć i pocztówek z przełomu XIX i XX wieku. Zanim się do niego wprowadzili, poddali go gruntownej przebudowie i rozbudowie.

Nabycie PAŁACU w Kopicach było pierwszą wspólną inwestycją młodych małżonków. To tutaj zdecydowali się zamieszkać i założyć swoje gniazdo rodzinne.

4 czerwca 1859 r. podpisano umowę kupna/sprzedaży dóbr kopickich (Herrschaft Koppitz) o łącznej powierzchni ponad 1800 hektarów. Sprzedającym był hrabia Feodor (Friedrich) von Francken-Sierstorpff. Transakcja opiewała na sumę 450 tysięcy talarów. Pieniądze przeznaczone na zakupienie majątku ulokowano już wcześniej jako dobrze oprocentowany kapitał.

W następnych latach (1860-69) dokupiono kolejne, okoliczne wioski i majątki. Łącznie wydano na ten cel, tworząc „kopickie imperium Schaffgotschów“, ponad 1,6 miliona talarów.

W 1863 r. nowi właściciele zlecili przebudowę pałacu słynnemu architektowi Karolowi (Carl Johann Bogusław) Lüdecke.

Pierwszy etap przebudowy/rozbudowy "starej bryły" pałacu przeprowadzono w latach 1863-65. To wtedy zmieniono wygląd jego centralnej części, powstała m.in. reprezentacyjna SALA RYCERSKA oraz od południa dobudowano do niego wysoką WIEŻĘ POŁUDNIOWĄ. Drugą, stojącą przy fosie i mostku wjazdowym WIEŻĘ PÓŁNOCNĄ, dobudowano do pałacu w roku 1873. Najprawdopodobniej w tym samym czasie powstała PAŁACOWA ORANŻERIA, którą połączono specjalnym łącznikiem/korytarzem z SALĄ RYCERSKĄ. Oprócz tego na tyłach pałacu przebudowano/rozbudowano TARAS WSCHODNI i dwa piętra znajdujące się bezpośrednio nad nim.

W latach 1896-97 dobudowano od strony południowej KAPLICĘ z wieżą/dzwonnicą. Był to końcowy etap rozbudowy, trwający w sumie łącznie 34 lata (1863-1897).

Wypada dodać, że oprócz pałacyku we Wrocławiu i PAŁACU w Kopicach, Joanna była również właścicielką dawnego PAŁACU CARLA GODULLI w Bytomiu-Szombierkach. Zimy małżonkowie spędzali jednak z reguły we Wrocławiu, gdzie odwiedzali teatry i inne miejsca spotkań towarzyskich, których brakowało im zapewne w Kopicach. Każdy kolejny rok ich małżeństwa znaczyły hucznie i finezyjnie urządzane rocznice ślubu, święta, chrzciny, urodziny i jubileusze. W tamtejszym (wrocławskim) pałacyku organizowali również własne bale i taneczne zabawy karnawałowe. Jedna z takich karnawałowych zabaw roku 1884, zapisała się swoim niecodziennym przebiegiem wyjątkowo w pamięci jej uczestników. Bardzo ciekawie opisała to Gabriela Anna Kańtor, autorka m.in. dylogii "Śląski Kopciuszek" i "Pani na Kopicach".

 

Przenieśmy się więc do Wrocławia, w czas Karnawału roku 1884.

"Gości przybyło co niemiara i kompletnie nic nie zapowiadało nieszczęścia, które miało przerwać tę szampańską zabawę.

Jak zwykle u hrabiostwa Schaffgotsch było miło i tanecznie, a zarazem elegancko i przyjemnie; posiłki wnoszono wykwintne, wino było przednie, pachniało świeżymi (w zimie!) różami, którym obcięto łodyżki i samym kwiatom pozwolono pływać w niskich wazach z wodą, porozstawianych w eksponowanych miejscach pod oknami sali balowej.

Pani domu jak zawsze urocza, w ów jakiś spokojny, a dyskretny sposób - w sukni w odcieniu fiołków i z dodatkami dobranymi z jubilerskim znawstwem. Przy uważniejszym przyjrzeniu się zachwycający był na jej szyi delikatny naszyjnik z brylantami, który w przedziwny sposób dodawał jej dystynkcji, mimo wciąż młodego wyglądu. Hrabia przez cały wieczór nie odrywał od żony zachwyconego wzroku.

Karnawałowa ta zabawa właśnie rozkręcała się na dobre, gdy nagle, bez jakiejkolwiek reakcji oniemiałej służby, do sali tanecznej wpadła rozjuszona banda brudnych, wulgarnych rozbójników; byli boso, w potarganych ubraniach, za to z nożami w rękach. Podniósł się krzyk przerażenia.

Zbójcy szybko przeszli do działania. Ich przywódca, obwieś o przekrwionych oczach, jednym warknięciem uciszył wszystkich.

Zaczął wydawać po włosku krótkie, ostre polecenia, żądając by natychmiast - jeśli im życie miłe - ustawili się we wnęce za fortepianem.

Goście w ogromnym strachu zbili się we wskazanym miejscu w ciasną grupę, a wtedy najbardziej zarośnięty i rozchełstany drab, z ohydną gębą, upatrzył sobie Joannę.

Zbliżył się do niej chwiejnym krokiem i “szarmancko”, kpiąc w żywe oczy, poprosił ją, by była tak łaskawa i podała mu swój naszyjnik. Bo jeśli nie - to zerwie jej go z szyi własnoręcznie.

Na te słowa przyskoczył do draba z pięściami hrabia Hans Ulrich, ale natychmiast został pojmany przez kilku rosłych zbójców, którzy zawlekli go z powrotem za fortepian. Zapadła pełna grozy cisza.

Joanna, dzielnie, choć ze łzami w oczach, zerkając na męża, uniosła drżące dłonie, by odpiąć swój drogocenny naszyjnik, ale w tej samej chwili cała ta banda krwiożerczych rzezimieszków, wraz z ich obrzydliwym hersztem na czele, gwizdnęła przeciągle, wybiegając na środek sali.

Wszyscy zamarli, spodziewając się najgorszego.

Zabrzmiała skoczna, włoska muzyka, a zbójcy, zamiast podrzynać gościom i gospodarzom gardła... odtańczyli szaloną, włoską tarantellę!

Kiedy minął pierwszy szok i spłynęła na wszystkich niewysłowiona ulga, zaczęto bić brawo i podziwiać utalentowanych tancerzy. Niektórzy z gości, ci co przytomniejsi, rozwodzili się nawet nad ich doskonałym aktorstwem.

Joanna i Hans ze śmiechem dziękowali “zbójcom” za brawurowe odegranie ich ról, a goście z kolei gratulowali hrabiostwu pomysłu i dziękowali za trud włożony w przygotowanie tej niesamowitej, choć mrożącej krew w żyłach, karnawałowej atrakcji.

Ponownie zabrzmiała tarantella, ale teraz już zatańczyli wszyscy - i szczęśliwa Joanna z Hansem, i zapewne jeszcze szczęśliwsi goście. Prym w tańcu wiedli oczywiście tancerze wynajęci z wrocławskiej Opery."

Joanna również po zawarciu związku małżeńskiego pozostała właścicielką wszystkich swych dóbr, a mąż żył wyłącznie z tej części, która była jej posagiem.

Joanna, mimo swego niskiego pochodzenia, doskonale radziła sobie w najlepszym towarzystwie. Szybko wdrożyła się w nową rolę i stała się gwiazdą salonów. Została damą licznych orderów, a jej dzieci (syn i 3 córki) zawarły małżeństwa z potomkami śląskich rodów arystokratycznych. Jej majątek składał się z licznych kopalń galmanu i hut cynku (które jednak nie przynosiły zbyt wielkich dochodów) oraz kopalń węgla kamiennego. To właśnie te kopalnie przy umiejętnym gospodarowaniu generowały kolosalne zyski. Własnością Schaffgotschów były m.in. kopalnie "Hohenzollern" ("Szombierki"), "Gräfin Johanna" ("Bobrek") i "Paulus" ("Paweł"w Chebziu). W roku 1895 Joanna kupiła kolejne 3 kopalnie ("Harmonia", "Oswald" i "Dębieńsko") które dwa lata później sprzedała koncernowi "Vereinigte Königs und Laurahütte".

W 1905 roku rodzinne przedsiębiorstwo przekształcono zgodnie z duchem czasu w spółkę akcyjną "Gräflich Schaffgotsche Werke" z kapitałem 50 milionów marek. Jej zarząd mieścił się w Bytomiu przy Gartenstrasse 27 (obecnie ul. Powstańców Warszawskich 4). Joanna została głównym udziałowcem z kapitałem w wysokości 49 milionów 980 tysięcy marek. Resztę (po 10 tysięcy marek) otrzymał mąż Hans Ulrich oraz ówczesny dyrektor generalny Bernard Stephan. Rok później Joanna podzieliła i przekazała swoje udziały dzieciom i wnukom.

Powołując się na bilans majątku spółki (oszacowany w roku 1905 na 50 milionów marek), możemy śmiało powiedzieć, że Joanna w ciągu swego życia nie tylko pomnożyła wielokrotnie odziedziczony majątek, ale angażując się w szereg przedsięwzięć ekonomicznych i społecznych, stała się godną następczynią Carla Godulli. Właściciele Kopic zasłynęli nie tylko z doskonale prowadzonej działalności gospodarczej.

Dzięki ich hojności powstało wiele szkół, kościołów (m.in. w Goduli, Orzegowie, Bobrku i Szombierkach), szpitali a także sierociniec w Bytomiu.

Z inicjatywy hrabiego Hansa Ulricha powstała "kasa zapomogowa" z której korzystali pracownicy zatrudnieni w kopalniach i hutach Schaffgostchów, oraz w Bytomiu szkoła z internatem dla dzieci swoich pracowników. 

Jako ciekawostkę dodam, że Hans Ulrich dla Joanny nauczył się nawet języka polskiego i został członkiem organizacji zwalczających działalność antypolską, co na dworze niemieckim przyjęto wręcz z jawną wrogością. Udzielał się również politycznie i dwukrotnie był wybierany posłem do niemieckiego Reichstagu.

Joanna na niespełna rok przed śmiercią zdążyła jeszcze spełnić jedno ze swoich gorących życzeń. 2 września 1909 roku (po przeprowadzonej dzień wcześniejszej ekshumacji) w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach, pochowano ponownie szczątki Carla Godulli, gdzie spoczywają do dnia dzisiejszego.

Był wtorek, 21 czerwca 1910 roku. Tego wczesnego, letniego poranka jak zwykle w Kopicach zaświeciło słońce. Zapowiadał się piękny, gorący dzień. W kuchni na parterze pałacu przygotowywano śniadanie, a w ogrodzie na tyłach pałacu ogrodnik rozkładał powoli swoje narzędzia. Dzień jak codzień, a jednak jakby jakiś inny.

Ogrodnik po raz kolejny podniósł głowę i spojrzał na nadal zasłonięte okna sypialni Joanny. Spóźniała się. Zawsze o tej porze była już na dole, w ogrodzie. Rozejrzał się wokoło szukając ją wzrokiem pośród klombów i kwiatowych alejek. Zdarzało się bowiem, że wstawała bardzo wcześnie i krążyła jeszcze przed jego przybyciem po alejkach wybierając świeże kwiaty które miały trafić do wazonu na śniadaniowy stół.

Latem Joanna zjawiała się w ogrodzie krótko po wschodzie słońca. Chodziła wcześnie spać i bardzo wcześnie wstawała. Dlatego krótko przed godziną 6:00 rano, zaniepokojona służąca zapukała i weszła do sypialni swojej Pani. Chwilę po tym wybiegła z krzykiem wołając o pomoc.

Niestety, lekarz którego pośpiesznie wezwano do pałacu nie mógł już nic pomóc. Joanna nie żyła. Przyczyną śmierci był zawał serca podczas snu.

W aktach zapisano, że zmarła około godz. 5 rano w wieku „68 i 1/4 lat“ (tak to dziwnie dawnej zapisywano).

Wieść o Jej śmierci rozniosła się wielkim echem. Informowały o tym wszystkie najważniejsze gazety na Śląsku i w Niemczech. Joannę (Johanne Schaffgotsch, z domu Gryczik, nobilitowaną na "von Schomberg-Godulla") pochowano w mauzoleum obok kościoła parafialnego trzy dni później, w piątek 24 czerwca 1910 roku. Dodam, że pięć lat później (18 lutego 1915 roku) zmarł i spoczął obok niej mąż.

28 czerwca 1910 r. na łamach gazety "Oberschlesische Volksstimme" (czasopisma ukazującego się w latach 1883-1935) opublikowano artykuł (zatytułowany "Beisetzung der Gräfin Schaffgotsch") opisujący przebieg pogrzebu. Oto przetłumaczona na j.polski treść artykułu:

"W Kopicach (Koppitz), w obecności niezwykle licznego grona gości odbył się uroczysty pogrzeb Gräfin Johanny Schaffgotsch z domu Gryzik von Schomberg-Godulla.

O godz. 10:30 rozpoczęła się ceremonia pogrzebowa w udekorowanej na czarno pałacowej kaplicy, w której wspaniałe kompozycje kwiatowe nadawały uroczystości łagodny charakter. Ceremonię pogrzebową poprowadził dziekan i proboszcz Kleiner z Koppitz (Kopic), przy asyście proboszczów Sabischa z Rogau (Rogów Opolski) i Werscha z Alt-Grottkau (Starego Grodkowa).

Grono nauczycielskie pod kierownictwem głównego nauczyciela Hoffmanna z Koppitz wykonało poruszający utwór chóru męskiego „Draußen dröhnen die Glocken bang” („Na zewnątrz z niepokojem rozbrzmiewają dzwony”).

Na trasie od pałacu do kościoła parafialnego ustawiły się następujące stowarzyszenia ze swoimi opasanymi żałobą sztandarami: stowarzyszenia weteranów z Koppendorf (Pniewie), Sonnenberg (Krasna Góra), Märzdorf (Marczyce), Winzenberg (Więcmierzyce), Kirchberg (Tłustoręby) i Koppitz (Kopice) oraz katolickie stowarzyszenie robotnicze z Koppitz (Kopice).

Pojawiły się sekcje górników wraz z sztygarami i nadsztygarami oraz flagi związkowe owinięte żałobną wstęgą.

Były to: kopalnie Godullaschacht-Morgenroth, Lybandragrube-Friedenshütte, Gotthard - Orzegow, Hohenzollern - Beuthen oraz Gräfin Johanna - Brobek. Wartę honorową przy zmarłej pełniło 2 sztygarów, 6 nadsztygarów i 4 górników z Kopalni Godulla. Przed kaplicą pałacową wartę honorową pełnili dwaj leśnicy.

O godz. 11:00 konwój ruszył w drogę. Po obu stronach drogi płonęły żałobne pochodnie. Górnicy nieśli trumnę, a przed nią niesiono obfite dary w postaci palm i kwiatów. Po obu stronach trumny szli leśnicy. Muzykę żałobną wykonywała orkiestra pułku piechoty von Winterfeldt (2. Oberschl.) nr 23.

W licznym orszaku pogrzebowym oprócz członków rodziny Schaffgotsch, podążali między innymi Herzog Viktor von Ratibor (Ratibor/Racibórz), Graf Saurma-Jeltsch, Graf Strachwitz aus Hünern (Hünern/Psary) Graf Strachwitz aus Wiersbel (Wiersbel/Wierzbie), Graf Matuschka aus Bechau (Bechau/Biechów), Graf Praschma aus Rogau (Rogau/Rogów). Major von Maubeuge aus Deutsch Wette (Deutsch Wette/Nowy Świętów).

Był też dyrektor generalny ("Gräflich Schaffgotsche Werke") dr Stephan oraz dyrektorzy kopalń Kuhna, Hübner i Lachta.

Powiat Grottkau reprezentował starosta Thilo, a miasto Grottkau (Grodków) burmistrz dr Schönhuth wraz z kilkoma radnymi i członkami rady miejskiej.

Następnie w kościele parafialnym odbyła się uroczysta msza żałobna (Requiem), którą odprawił dziekan Kleiner przy asyście dwóch wspomnianych już proboszczów. Chór męski wykonał podczas niej Requiem Battiga.

Dziekan Kleiner wygłosił pochwalną mowę pogrzebową na cześć zmarłej, w której szczególnie wychwalał jej głęboką pobożność i cichą działalność charytatywną. Po odśpiewaniu „Miserere” nastąpiło przeniesienie zwłok do mauzoleum, gdzie odbył się pogrzeb.

Chór męski zaintonował tu pełną tęsknoty pieśń: „Śpij teraz w pokoju, matko”. Orkiestra zagrała następnie: „Jakże łagodnie spoczywa”.

Tym samym imponująca ceremonia pogrzebowa poświęcona szlachetnej zmarłej dobiegła końca."

W swym testamencie Joanna zapisała spore sumy na rzecz służby pałacowej w Kopicach, sióstr szarytek we Wrocławiu oraz dla zakładów głuchoniemych we Wrocławiu i Raciborzu.

Niestety ani Joanna ani Hans Ulrich nie zaznali po śmierci wiecznego spokoju. Ich bajkowa wręcz opowieść kończy się prawdziwym horrorem.

Po roku 1945 splądrowano (i wbrew wciąż błędnie powielanym opowieściom, nie zrobili tego czerwonoarmiści) rodzinne grobowce i sarkofagi. Według krążących od kilkudziesięciu lat opowieści, zmumifikowane zwłoki Joanny i Hansa Ulricha miały zostać wyciągnięte z grobowca i "dla zabawy" ustawione przy pobliskiej knajpie, przy rowerach. Później miały długi czas poniewierać się po parku. Zrobili to nowi, powojenni mieszkańcy Kopic, przesiedleni z Kresów Wschodnich i Bieszczad na tereny "ziem odzyskanych".

Podobnie potraktowano miejsce spoczynku pozostałych członków rodziny Schaffgotsch, a mianowicie grobowiec znajdujący się w głębi parku. Jeszcze pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku w jego wnętrzu znajdowały się pootwierane trumny i porozrzucane, zmumifikowane szczątki potomków Joanny i Hansa Ulricha (ich syna Hansa Karla Gottharda, synowej Pauli von Fürstenberg, wnuka Franza Egona, wnuka Hansa Ulricha Gottharda oraz wnuczki Hedwig "Dedy" Schaffgotsch). Obraz we wnętrzu krypty grobowej był makabryczny. Dopiero w roku 1977, ówczesny proboszcz parafii w Kopicach, nawiązał kontakt z prawnukiem Joanny i Hansa Ulricha mieszkającym w Niemczech. Poinformował go o strasznym stanie grobowca (kaplicy i krypty grobowej) znajdującego się w głębi parku, o zniszczonych trumnach, rozrzuconych w jego wnętrzu jak i w pobliżu, zmumifikowanych szczątkach jego krewnych. W porozumieniu i za zgodą rodziny Schaffgotsch, proboszcz pozbierał szczątki ich przodków i pochował je w zbiorowej, symbolicznej mogile tuż obok ich grobowca na przykościelnym cmentarzu. Koszty pochówku i postawionego pomnika pokrył hrabia Hans Ulrich (III) Schaffgotsch (1927-2009) - prawnuk Joanny. Wiosną 2017 roku (a więc po dokładnie 40 latach) obecny kopicki proboszcz Jarosław Szeląg usunął wszystkie nagrobki znajdujące się na przykościelnym placu (nie przeprowadzając wówczas jakiejkolwiek ekshumacji), w tym także znajdujący się w bardzo dobrym stanie, ufundowany w roku 1977 nagrobek Schaffgotschów.

Tłumaczył swoją decyzję złym stanem technicznym nagrobków, które miały jego zdaniem zagrażać zdrowiu i życiu odwiedzającym to miejsce osobom (głównie biegającym wśród grobów dzieciom ?!). Ekshumację zbiorowej mogiły Schaffgotschów przeprowadzono dopiero pod koniec października 2019 roku. Szczątki wszystkich Schaffgotschów spoczęły w drewnianej trumnie włożonej do kamiennego sarkofagu hrabiego Hansa Ulricha wewnątrz odrestaurowanego mauzoleum.

 

** ADELSBRIEF, czyli LIST SZLACHECKI nadający Joannie tytuł szlachecki i nazwisko Gryzik "von Schomberg-Godulla". Poniżej jego pełna treść i (niełatwe) tłumaczenie na j.polski. Nad poprawnym odczytaniem naprawdę trudnego tekstu z oryginału dokumentu, w grudniu 2021 roku męczył się Robert Hellfeier, za co jestem mu bardzo wdzięczny. To co wówczas odczytał i przetłumaczył brzmi w niektórych miejscach trochę dziwnie lub niegramatycznie, ale kto wie, może wówczas tak pisano/formułowano dokumenty w języku niemieckim?

 

Robert odczytał treść (miejscami bardzo niewyraźne pismo) aktu następująco:

Unserem Kammergericht, Unseren Obergerichten, Regierungen und Gerichten, Landvogten, Vogten, Verwesern, Landrichtern, Räthen, Bürgern, Gemeinen, und sonst allen im jeden Unsern getreuen Untertanen in Unserm Königreiche und Länden, daß sie ... (tutaj nie udało się odczytać ostatniego wyrazu)

Johanna Gryzik von Schomberg-Godulla

hinfüro, wie obstsehet, bei solchen aus Königlichen souveräner Machtvollkommenheit ihr verliehenen und hier ausgedrückten Gnaden, adeligen Gerechtigkeiten gezierten adeligen

Wappen und Kleinod, wie auch Namen von Unsertwegen schützen und handhaben, darin nicht finden, noch irren, da wieder nichts tun, noch Jemand anders in irgend einer Weise verstatten zu tun, so lies einem Jeden ist, Unsern Ungnade zu vermeiden.

Des zu Urkund haben Wir dieses Diplom höchsteigenhändig unterschrieben, und Unser Königliches größeres Insiegel daran hängenlaßen.

So geschehen und gegeben in Unserer Residenzstadt Berlin, den sechsten Tag des Monats Oktober nach Christi, Unsern Herrn, Geburt im Ein tausend Acht Hundert und acht und fünfzigsten und Unserer Königlichen Regierung im neunzehnten Jahre.

Im Auftrag Sr. Majestät des Königs ... 

W tłumaczeniu na język polski wyszło to tak:

Do Naszej Izby Sądowej, Naszych Wysokich Sądów, Rządów i Trybunałów, Komorników, Zarządców, Administratorów, Sędziów Okręgowych, Radnych, Obywateli, Pospólstwa, i inaczej do wszystkich Naszych wiernych poddanych w Naszym Królestwie i Ziemiach, aby była ... (tutaj nie udało się odczytać ostatniego wyrazu, a tym samym przetłumaczyć go na j.polski)

Johanna Gryzik z Schomberg-Godulla

na razie, jak widać, z tak szlachetnymi herbami i klejnotami nadanymi jej przez królewską suwerenną władzę i wyrażonymi tu łaskami, szlachetnymi prawościami i imię dla naszego dobra, nie szukajcie w nim, ani nie błądźcie, tam znowu nic nie czyńcie, ani w żaden sposób nie pozwalajcie nikomu innemu nic czynić, w jakikolwiek sposób, aby każdy mógł uniknąć Naszego niezadowolenia.

Na dowód czego podpisaliśmy niniejszy dyplom własnoręcznie i opatrzyliśmy go naszą królewską pieczęcią.

Tak uczyniono i dano w stolicy naszej, Berlinie, dnia szóstego października, miesiąca Chrystusa Pana naszego, Narodziny w tysiąc osiemset pięćdziesiątym ósmym roku, a nasze królewskie panowanie w dziewiętnastym roku.

W imieniu Jego Królewskiej Mości ...

▷Jeśli korzystasz z / lub udostępniasz mozolnie zebrane i opublikowane przeze mnie tutaj informacje, uszanuj proszę moją pracę/mój czas i podaj źródło, czyli linka/adres mojej strony. Będę Ci za to bardzo wdzięczny :) 

© kopice.org

Ostatnia aktualizacja 26 lipca 2026

Johanna Gryzik

Johanna Gryzik

Portret Joasi w wieku 13 lat (1855), pokolorował dla nas Jacek Kucharczyk - Koloryzacja starych fotografii.

Johanna Gryzik von Schomberg Godulla

Johanna Gryzik von Schomberg Godulla

Młoda Joanna w wieku 17 lat - "Śląski Kopciuszek".

Johanna Gryzik von Schomberg-Godulla

Johanna Gryzik von Schomberg-Godulla

ADELSBRIEF czyli LIST SZLACHECKI

ADELSBRIEF czyli LIST SZLACHECKI

Kopia oryginalnego dokumentu, wydanego Joannie przez króla Prus Fryderyka Wilhelma IV, nadającego jej tytuł szlachecki "von Schomberg-Godulla".

Johanna i Hans Ulrich Schaffgotsch

Johanna i Hans Ulrich Schaffgotsch

Johanna i Hans Ulrich Schaffgotsch w pierwszych latach małżeństwa.

Pałacyk Schaffgotschów we Wrocławiu

Pałacyk Schaffgotschów we Wrocławiu

Przetrwał do dziś i znajduje się obecnie przy ulicy Tadeusza Kościuszki 34). Był to reprezentacyjny miejski pałacyk, urządzony z gustem, miłym dla oka wyposażeniem, bogaty w dzieła sztuki i subtelny przepych.

Sala Balowa we wrocławskim pałacyku Schaffgotschów

Sala Balowa we wrocławskim pałacyku Schaffgotschów

To tutaj w roku 1884 odbył się wspomniany karnawałowy bal z przebranymi za zbójników tancerzami z wrocławskiej Opery.

Pałac Carla Godulli w Bytomiu-Szombierkach.

Pałac Carla Godulli w Bytomiu-Szombierkach.

W tym właśnie pałacu, 15 listopada 1858 roku, odbyły się uroczystości weselne 16-letniej Johanny Gryzik von Schomberg-Godulla i 27-letniego hrabiego (Reichsgrafa) Hansa Ulricha Gottharda Schaffgotscha.

Fotografia wykonana w roku 1864

Fotografia wykonana w roku 1864

Od lewej: Hedwig von Maubege (z domu Gräfin Praschma von Bilkau, córka Friedricha Praschmy z Niemodlina), Graf Frankenberg-Tillowitz, Johanna Schaffgotsch, mąż Hedwig - Richard von Maubege i Hans Ulrich Graf Schaffgotsch. Wygląda na to, że Hedwig von Maubege przekazuje Joannie jakiś dokument, na tyle ważny, że jego przekazanie zostało uwiecznione fotograficznie. Mogło być to oficjalne przekazanie Joannie nominacji na "damę honorową królestwa bawarskiego orderu Teresy".

Johanna z dziećmi latem 1864 roku

Johanna z dziećmi latem 1864 roku

Hans Karl (1859), Clara (1860) i Elisabeth (1862). Na fotografii Joanna była w ciąży. 24 października 1864 roku urodziła ostatnią córkę Eleonorę.

Hans Ulrich Schaffgotsch

Hans Ulrich Schaffgotsch

(w wieku 45 lat) na portrecie namalowanym w roku 1876

Johanna i Hans Ulrich Schaffgotsch siedzą w rogu SALI RYCERSKIEJ.

Johanna i Hans Ulrich Schaffgotsch siedzą w rogu SALI RYCERSKIEJ.

Fotografia wykonana latem 1901 r. kiedy Joannę i Hansa Ulricha odwiedził Ludwig Vincenz (Chlodwig) Graf zu Sayn-Wittgenstein (1864–1936). Najpierw zawitał do pobliskiego Sulisławia (Zülzhoff), gdzie w tamtejszym pałacu mieszkał syn Joanny, Hans Karl Gotthrad z rodziną. Swoje wrażenia z podróży i wizyty w Sulisławiu oraz Pałacu w Kopicach, Graf Sayn-Wittgenstein z wielkim entuzjazmem opisał w październiku 1902 r. na łamach gazety "Die Woche" w artykule zatytułowanym "Auf Deutschlands Edelsitzen.

Rodzinne spotkanie na TARASIE WSCHODNIM, na tyłach PAŁACU w Kopicach, najprawdopodobniej około roku

Rodzinne spotkanie na TARASIE WSCHODNIM, na tyłach PAŁACU w Kopicach, najprawdopodobniej około roku

Na fotografii: po lewej stronie stoi Joanna Schaffgotsch (1842-1910), obok niej być może kopicki wikary, ten pośrodku to może jeszcze kleryk, a następny w sutannie pasuje na proboszcza. Pośrodku stolika siedzi w mojej ocenie najmłodsza córka Joanny - Eleonore Hedwig urodzona 24 października 1864 roku. Obok niej jej o 8 lat starszy mąż - hrabia Kaspar Heinrich Friedrich Maria Hans Boguslaus Bruno Alfons Graf von Francken-Sierstrorpff (1856-1915) z Jędrzejowa (Endersdorf).

Ciąg dalszy opisu fotografii

Ciąg dalszy opisu fotografii

Pozostałe dziewczyny i dziewczynki to 6 córek Eleonory i Heinricha (w sumie mieli aż 11 dzieci: 6 córek i 5 synów). Najstarsza córka Alexandra Maria Klara Angela Johanna von Francken-Sierstorpff stoi po prawej stronie przy "proboszczu". Przy Joannie, na krześle siedzi jej wnuczka Margareta Maria Hedwig Johanna Angela von Francken-Sierstorpff.

Na TARASIE WSCHODNIM na tyłach PAŁACU w Kopicach około roku 1905.

Na TARASIE WSCHODNIM na tyłach PAŁACU w Kopicach około roku 1905.

Starsza pani pośrodku to Joanna (Johanna) Schaffgotsch. Wokół niej najbliższa rodzina (córki i wnuczęta). Są też (po lewej stronie za Joanną) dwaj księża. Pan w kapeluszu może być mężem Joanny czyli Hansem Ulrichem, ale nie ma co do tego pewności. Może to być również zięć Joanny - hrabia Kaspar Heinrich Friedrich Maria Hans Boguslaus Bruno Alfons Graf von Francken-Sierstrorpff (1856-1915) z Jędrzejowa.

Johanna i Hans Ulrich około roku 1908

Johanna i Hans Ulrich około roku 1908

był to jubileuszowy rok ich "Złotych Godów"(15 listopada 1908 roku świętowali 50 lat pożycia małżeńskiego)

Uroczystość "Złotych Godów" w Pałacu w Kopicach

Uroczystość "Złotych Godów" w Pałacu w Kopicach

15 listopada 1908 roku. W sali balowej Pałacu w Kopicach do zdjęcia grupowego pozują jubilaci i zaproszeni goście. Większość uwiecznionych na zdjęciu osób, to krewni jubilatów (dzieci, wnuki, zięciowie itd.).

Johanna Schaffgotsch (Gryzik von Schomberg-Godulla 1842-1910)

Johanna Schaffgotsch (Gryzik von Schomberg-Godulla 1842-1910)

Hans Ulrich (I) Gotthard Graf Schaffgotsch (1831-1915)

Hans Ulrich (I) Gotthard Graf Schaffgotsch (1831-1915)

Karlsbad/Karlovy Vary/Karlowe Wary, światowej sławy czeskie uzdrowisko wód leczniczych (gorących źró

Karlsbad/Karlovy Vary/Karlowe Wary, światowej sławy czeskie uzdrowisko wód leczniczych (gorących źró

To tutaj Joanna jeździła przez prawie 40 lat, po raz ostatni miesiąc przed śmiercią. Podróżowała zawsze w towarzystwie dwóch służących. Zatrzymywała się m.in. w mieszkaniu na „Alte Wiese“ będącej główną i najbardziej reprezentacyjną (ekskluzywną) promenadą miasta. Lata później również w tym samym kurorcie leczył się (m.in. uzależniony od alkoholu) wnuk Joanny - Franz Egon Schaffgotsch (weteran I wojny światowej). Tam też zmarł 29 września 1924 roku (2 tygodnie przed swoimi 31 urodzinami).

Todesanzeige

Todesanzeige

Jeden z nekrologów (w tym przypadku dyrekcji Gräflich Schaffgotsche Werke) opublikowany w ówczesnej prasie.

Skan oryginalnej księgi parafialnej/zgonów w Kopicach z roku 1910.

Skan oryginalnej księgi parafialnej/zgonów w Kopicach z roku 1910.

Pod pozycją "14" znajdziecie adnotację/wpis o Gräfin Johanna Schaffgotsch. Joanna zmarła 21 czerwca 1910 roku około godziny 5:00 rano w wieku „68 i 1/4 lat“ (tak to dziwnie dawnej zapisywano). Jako przyczynę zgonu podano zawał serca (am Herzschlag). Joanna była 14 osobą pochowaną w kopickiej parafii w roku 1910. Pochowana została 3 dni później, 24 czerwca 1910 roku.

Rodzinne Mauzoleum Schaffgotschów z Kopic. Fotografia autorstwa Tomasz Sebastian.

Rodzinne Mauzoleum Schaffgotschów z Kopic. Fotografia autorstwa Tomasz Sebastian.

Wnętrze odrestaurowanego MAUZOLEUM SCHAFFGOTSCHÓW, znajdującego się na przykościelnym placu w Kopicach. To tutaj, w kamiennym sarkofagu (na fotografii po prawej stronie), w piątek 24 czerwca 1910 roku, jako pierwsza pochowana została Joanna (Johanna Schaffgotsch, z domu Gryzik, nobilitowana von Schomberg-Godulla). 5 lat później, 18 lutego 1915 roku dołączył do niej mąż, hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch, którego pochowano w sarkofagu po lewej stronie.

Copyright by J.M.Skop © All Rights Reserved 2006 - 2026

tel. +49 172 2309359   |   Impressum  |  Polityka prywatności

  • Facebook Black Round
  • Twitter Black Round
  • Instagram - Black Circle

pałac w kopicach,joanna schaffgotsch von schomberg-godulla,śląski kopciuszek,pałac na wodzie,hans ulrich graf schaffgotsch,kopice,karol godula,karl godulla,gräfin sophie henckel von donnersmarck,schloss koppitz,

bottom of page