top of page

„Śląski Kopciuszek„ czyli Joanna (Johanna) Schaffgotsch (Gryzik/Gryczik von Schomberg-Godulla) 1842-1910

Portret Hans Ulrich i Johanna Schaffgots

Bajkę o Kopciuszku zna chyba każdy, jednak prawdziwą historię o "Kopciuszku ze Śląska" już raczej niewielu. Aż dziw, że jeszcze nikt do tej pory nie spróbował jej sfilmować, bo to niemalże gotowy scenariusz filmowy. Jest to historia ubogiej, śląskiej dziewczynki która wręcz niewiarygodnym zrządzeniem losu, została dziedziczką ogromnego majątku.

Był 29 kwietnia 1842 roku, kiedy w Porembie (obecnie dzielnicy Zabrza), w zwykłej chłopskiej chacie, w wielkich bólach rodzącej matki na świat przyszła mała dziewczynka. Na imię dano jej Joanna (Johanna). Ojciec Johann Gryzik i matka Antonia (z domu Hain) byli zwyczajną, biedną śląską rodziną.

Ojciec pracował w hucie cynku należącej do największego, śląskiego przedsiębiorcy Carla Godulli - zwanego "królem cynku". Matka Joanny dorabiała gdzie mogła. Niecałe 3 lata później (24.01.1845) matka Joasi urodziła drugą córkę - Karolinę (Caroline).

Zaledwie kilka tygodni później (11.03.1845) nieoczekiwanie zmarł ojciec dziewczynek pozostawiając wdowę z dwójką małych dzieci bez źródła utrzymania.

Zapewne trudna sytuacja finansowa sprawiła, że matka Joasi ponownie wyszła za mąż, tym razem za Stephana Schieronia.

Nowy związek małżeński nie należał podobno do udanych. Nowy mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nad matką dziewczynek.

26 marca 1846 roku Antonia owdowiała ponownie. Zaledwie 3 miesiące później wyszła za mąż po raz trzeci, tym razem za Josepha Bonka, z którym miała później jeszcze trójkę dzieci (2 córki i syna). Mówi się, że jej trzeci mąż nie zgodził się aby "wniosła" do małżeństwa dwójkę małych dzieci twierdząc, że nie będzie ich utrzymywał. Antonia mogła zabrać do nowego małżeństwa tylko jedną z dziewczynek. Zadecydowała, że starszą Joasię odda pod opiekę swojej dobrej znajomej - Emilii Lukas, będącej gospodynią w domu Carla Godulli. 

CARL GODULLA, najbogatszy człowiek na Śląsku i jeden z najbogatszych w ówczesnej Europie, wizjoner, pracoholik, dziwak, samotnik, schorowany i oszpecony starzec, stroniący od ludzi i podobno nie lubiący dzieci, pomimo to zezwolił Emilii Lukas na przyjęcie do swego domu czteroletniej Joasi.

Raczej nigdy nie dowiemy się tak naprawdę, co przemówiło za tym, że ten dziwak i "stary, zgorzkniały piernik" zaakceptował w swoim domu obecność dziecka. Czteroletnia Joasia była grzecznym ale bardzo ruchliwym dzieckiem. Lubiła biegać wokół willi Godulli i chodzić na małą łączkę położoną za domem. Tam też podobno pewnego dnia nazbierała bukiet polnych kwiatów i przybiegła z nimi do gabinetu Goduli. Mała Joasia miała podejść do niego nie okazując strachu czy respektu i wręczając mu bukiet powiedzieć: " to dla wos panie Godula, bo jo wos kochom". 

Kiedy parę minut później (w poszukiwaniu Joasi) do gabinetu Godulli weszła Emilia Lukas, o mało nie zemdlała z przerażenia widząc Joasię siedzącą na kolanach Carla, który opowiadał jej najwyraźniej jakąś bajkę ... 

Carl Godulla był tak zaskoczony i ujęty bezpośredniością Joasi, że postanowił otoczyć ją swoją opieką. Zaangażował dla niej nawet prywatnego nauczyciela, który przychodził codziennie do jego domu aby uczyć Joasię.

W kwietniu 1848 roku ciężko chory (cierpiał na przewlekłą kamienicę nerek) udał się na leczenie do Wrocławia zabierając ze sobą dziewczynkę. Kiedy jego stan zdrowia znacznie się pogorszył, dzień przed swoją śmiercią (najprawdopodobniej czując że niebawem umrze) sporządził w obecności swego przyjaciela i prawnika Maksymiliana Schefflera oraz jednego z urzędników państwowych (potwierdzających później autentyczność i treść sporządzonego dokumentu) testament, który zaskoczył wszystkich.

Okazało się bowiem, że Godulla w testamencie cały swój majątek zapisał nie krewnym a sześcioletniej Joasi. Co skłoniło bogatego starca do takiego kroku pozostanie na zawsze tajemnicą. Wiemy jednak, że Godulla miał niewiarygodną intuicję dzięki której również w przypadku Joanny (Johanny) nie mylił się ani odrobinę. W swym testamencie podał szczegółowe informacje dotyczące dalszego kształcenia Joasi.

Wykonawcą testamentu został jego dobry przyjaciel, doradca i prawnik - Maksymilian Scheffler. To on miał zarządzać potężnym majątkiem do czasu uzyskania przez Joankę pełnoletności.

Swych krewniaków Godulla zadowolił jedynie legatami pieniężnymi nie chcąc aby przejęli cały majątek. Jego zdaniem nie nadawali się do prowadzenia interesów. Miał większe zaufanie do sześcioletniej Joasi, która odziedziczyła w ten sposób 19 kopalni galmanu (czyli rudy cynku),

40 kopalni węgla kamiennego, kilka hut cynku, 4 majątki ziemskie : Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki - łącznie prawie 70 tyś. morg pola i prawie 3,5 tyś. morg lasu. Jego majątek oszacowano na łączną sumę ponad 2 milionów talarów. 

Godula przeoczył tylko jedną drobnostkę, która poważnie skomplikowała życie Joasi. W testamencie widniał niekorzystny zapis, mówiący, że gdyby Joanna zmarła bezpotomnie, to cały majątek odziedziczyć mieli siostrzeńcy Goduli. 

Po ogłoszeniu treści kontrowersyjnego dokumentu, testament stał się prawdziwą sensacją. Pojawiły się plotki, że Joasia jest zapewne jego nieślubnym dzieckiem i okrzyknięto ją „Śląskim Kopciuszkiem”. Przysporzyło jej to również sporo kłopotów.

Rodzina Godulli próbowała wpierw obalić jego testament, a gdy to się nie udało, jawnie słała groźby pod adresem dziewczynki, organizując podobno nawet zamachy na jej życie. Obawiając się o jej bezpieczeństwo Maksymilian Scheffler umieścił/ukrył Joasię w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu, gdzie kontynuowała dalszą naukę. W wieku 16 lat (otrzymawszy staranne wykształcenie) opuściła klasztor i zamieszkała w domu Schefflera.

Była młodą, atrakcyjną, wykształconą (i oczywiście potwornie bogatą) dziewczyną adorowaną przez wielu kawalerów. Podobno z jednym z nich (polskim szlachcicem) była mocno związana, jednakże podczas pierwszej wizyty w rodzinnym majątku kawalera została nadzwyczaj grubiańsko potraktowana przez jego matkę (wyśmiana za swoje niskie, chłopskie pochodzenie). To spowodowało, że Joanna zerwała z narzeczonym. 

Joanna (poprawnie: Johanna) i Hans Ulrich Schaffgotsch poznali się na spektaklu w olśniewających wnętrzach Stadttheater we Wrocławiu.

Ów budynek, słynący z kryształowych luster o łącznej powierzchni dwustu metrów kwadratowych i z zainstalowanego nowoczesnego oświetlenia gazowego, został zaprojektowany przez samego Carla Gottharda Langhansa, znanego niemieckiego architekta.

Joanna uwielbiała wizyty w teatrze i operze. Chodziła tam dwa razy w tygodniu. Podczas jednego z teatralnych spektakli poznała 27-letniego (starszego od niej o 11 lat) hrabiego Hansa Ulricha Gottharda Schaffgotscha (1831-1915), wprawdzie niezbyt bogatego, za to pochodzącego z bardzo znanego i szanowanego rodu. Podobno zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. 

 

Jedynym problemem stało się niskie pochodzenie Joanny. Jednak tak dawniej jak i dzisiaj, światem rządzi wciąż ta sama reguła: kto ma wystarczającą ilość pieniędzy ten może kupić (prawie) wszystko. I tak też było. Opiekun Joanny Maksymilian Scheffler rozpoczął starania o uzyskanie dla niej tytułu szlacheckiego, co po zapłaceniu (królowi pruskiemu) dużej sumy pieniędzy zakończyło się sukcesem.

Z rąk króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV otrzymała 6 października 1858 roku tytuł szlachecki i nazwisko Gryzik "von Schomberg-Godulla".

Od tego momentu nic już nie stało na przeszkodzie aby mogli się pobrać.

 

15 listopada 1858 roku, 16-letnia Johanna Gryzik von Schomberg-Godulla poślubiła 27-letniego hrabiego (Reichsgraf) Hansa Ulricha Gottharda Schaffgotscha. Zanim udano się do kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny w Bytomiu, przyszli małżonkowie (w obecności zgromadzonych w szombierskim pałacu gości) otrzymali od matki Joanny - Antoniny Bonk oraz opiekunki Emilii Gemander błogosławieństwo. Ślubu udzielił młodym biskup Anton Ernest Schaffgotsch z Brna. W uroczystościach weselnych uczestniczyło kilkuset przedstawicieli śląskich rodów arystokratycznych.

Małżeństwo Joanny z Hansem Ulrichem oznaczało koniec kłopotów związanych ze spadkiem. Z kolei dla hrabiego, nie dziedziczącego rodzinnych dóbr i nie posiadającego nic prócz tytułu i stopnia porucznika huzarów, małżeństwo to stanowiło szansę na dobrobyt materialny.

Państwo młodzi po ślubie zamieszkali we Wrocławiu, a pózniej w nabytym (w roku 1859) i przebudowanym (1863-65) PAŁACU w Kopicach (Schloss Koppitz) koło Grodkowa. Od czasu do czasu przebywali również we Wrocławiu i w pałacu w Szombierkach. Małżeństwo Johanny i Hansa Ulricha zapoczątkowało górnośląską linię rodu Schaffgotschów.

Dodajmy jeszcze kilka szczegółów odnośnie wspomnianego wyżej zakupu PAŁACU w Kopicach.

4 czerwca 1859 roku Johanna i Hans Ulrich Schaffgotschowie stali się oficjalnie właścicielami PAŁAC w Kopicach (oczywiście pałacu który wówczas wyglądał inaczej, o wiele skromniej, mniejszych rozmiarów aniżeli ten który znacie z archiwalnych zdjęć i pocztówek z przełomu XIX i XX wieku. Była to pierwsza wspólna inwestycja młodych małżonków. To tutaj zdecydowali się zamieszkać i założyć swoje gniazdo rodzinne.

Tegoż dnia (4 czerwca 1859 r.) podpisano umowę kupna/sprzedaży dóbr kopickich (Herrschaft Koppitz) o łącznej powierzchni ponad 1800 hektarów. Sprzedającym był hrabia Fedor von Francken-Sierstorpff. Transakcja opiewała na sumę 450 tysięcy talarów. Pieniądze przeznaczone na zakupienie majątku ulokowano już wcześniej jako dobrze oprocentowany kapitał.

W następnych latach (1860-69) dokupiono kolejne, okoliczne wioski i majątki. Łącznie wydano na ten cel, tworząc „kopickie imperium Schaffgotschów“, ponad 1,6 miliona talarów.

W 1863 r. nowi właściciele zlecili przebudowę pałacu słynnemu architektowi Karolowi (Carl Johann Bogusław) Lüdecke.

Pierwszy etap przebudowy/rozbudowy "starej bryły" pałacu przeprowadzono w latach 1863-65. To wtedy zmieniono wygląd jego centralnej części, powstała m.in. reprezentacyjna SALA RYCERSKA oraz od południa dobudowano do niego wysoką WIEŻĘ POŁUDNIOWĄ. Drugą, stojącą przy fosie i mostku wjazdowym WIEŻĘ PÓŁNOCNĄ, dobudowano do pałacu w roku 1873. Najprawdopodobniej w tym samym czasie powstała PAŁACOWA ORANŻERIA, którą połączono specjalnym łącznikiem/korytarzem z SALĄ RYCERSKĄ. Oprócz tego na tyłach pałacu przebudowano/rozbudowano TARAS WSCHODNI i dwa piętra znajdujące się bezpośrednio nad nim.

W latach 1896-97 dobudowano od strony południowej KAPLICĘ z wieżą/dzwonnicą. Był to końcowy etap rozbudowy, trwający w sumie łącznie 34 lata (1863-1897).

 

Joanna również po zawarciu związku małżeńskiego pozostała właścicielką wszystkich swych dóbr, a mąż żył wyłącznie z tej części, która była jej posagiem.

Joanna, mimo swego niskiego pochodzenia, doskonale radziła sobie w najlepszym towarzystwie. Szybko wdrożyła się w nową rolę i stała się gwiazdą salonów. Została damą licznych orderów, a jej dzieci (syn i 3 córki) zawarły małżeństwa z potomkami śląskich rodów arystokratycznych. Jej majątek składał się z licznych kopalń galmanu i hut cynku (które jednak nie przynosiły zbyt wielkich dochodów) oraz kopalń węgla kamiennego. To właśnie te kopalnie przy umiejętnym gospodarowaniu generowały kolosalne zyski. Własnością Schaffgotschów były m.in. kopalnie "Hohenzollern" ("Szombierki"), "Gräfin Johanna" ("Bobrek") i "Paulus" ("Paweł"w Chebziu). W roku 1895 Joanna kupiła kolejne 3 kopalnie ("Harmonia", "Oswald" i "Dębieńsko") które dwa lata później sprzedała koncernowi "Vereinigte Königs und Laurahütte".

W 1905 roku rodzinne przedsiębiorstwo przekształcono zgodnie z duchem czasu w spółkę akcyjną "Gräflich Schaffgotsche Werke" z kapitałem 50 milionów marek. Jej zarząd mieścił się w Bytomiu przy Gartenstrasse 27 (obecnie ul. Powstańców Warszawskich 4). Joanna została głównym udziałowcem z kapitałem w wysokości 49 milionów 980 tysięcy marek. Resztę (po 10 tysięcy marek) otrzymał mąż Hans Ulrich oraz ówczesny dyrektor generalny Bernard Stephan. Rok później Joanna podzieliła i przekazała swoje udziały dzieciom i wnukom.

Powołując się na bilans majątku spółki (oszacowany w roku 1905 na 50 milionów marek), możemy śmiało powiedzieć, że Joanna w ciągu swego życia nie tylko pomnożyła wielokrotnie odziedziczony majątek, ale angażując się w szereg przedsięwzięć ekonomicznych i społecznych, stała się godną następczynią Carla Godulli. Właściciele Kopic zasłynęli nie tylko z doskonale prowadzonej działalności gospodarczej.

Dzięki ich hojności powstało wiele szkół, kościołów (m.in. w Goduli, Orzegowie, Bobrku i Szombierkach), szpitali a także sierociniec w Bytomiu.

Z inicjatywy hrabiego Hansa Ulricha powstała "kasa zapomogowa" z której korzystali pracownicy zatrudnieni w kopalniach i hutach Schaffgostchów, oraz w Bytomiu szkoła z internatem dla dzieci swoich pracowników. 

Jako ciekawostkę dodam, że Hans Ulrich dla Joanny nauczył się nawet języka polskiego i został członkiem organizacji zwalczających działalność antypolską, co na dworze niemieckim przyjęto wręcz z jawną wrogością. Udzielał się również politycznie i dwukrotnie był wybierany posłem do niemieckiego Reichstagu.

Joanna na niespełna rok przed śmiercią zdążyła jeszcze spełnić jedno ze swoich gorących życzeń. 2 września 1909 roku (po przeprowadzonej dzień wcześniejszej ekshumacji) w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szombierkach, pochowano ponownie szczątki Carla Godulli, gdzie spoczywają do dnia dzisiejszego.

Był wtorek, 21 czerwca 1910 roku. Tego wczesnego, letniego poranka jak zwykle w Kopicach zaświeciło słońce. Zapowiadał się piękny, gorący dzień. W kuchni na parterze pałacu przygotowywano śniadanie, a w ogrodzie na tyłach pałacu ogrodnik rozkładał powoli swoje narzędzia. Dzień jak codzień, a jednak jakby jakiś inny.

Ogrodnik po raz kolejny podniósł głowę i spojrzał na nadal zasłonięte okna sypialni Joanny. Spóźniała się. Zawsze o tej porze była już na dole, w ogrodzie. Rozejrzał się wokoło szukając ją wzrokiem pośród klombów i kwiatowych alejek. Zdarzało się bowiem, że wstawała bardzo wcześnie i krążyła jeszcze przed jego przybyciem po alejkach wybierając świeże kwiaty które miały trafić do wazonu na śniadaniowy stół.

Latem Joanna zjawiała się w ogrodzie krótko po wschodzie słońca. Chodziła wcześnie spać i bardzo wcześnie wstawała. Dlatego krótko przed godziną 6:00 rano, zaniepokojona służąca zapukała i weszła do sypialni swojej Pani. Chwilę po tym wybiegła z krzykiem wołając o pomoc.

Niestety, lekarz którego pośpiesznie wezwano do pałacu nie mógł już nic pomóc. Joanna nie żyła. Przyczyną śmierci był zawał serca podczas snu.

W aktach zapisano, że zmarła około godz. 5 rano w wieku „68 i 1/4 lat“ (tak to dziwnie dawnej zapisywano).

Wieść o Jej śmierci rozniosła się wielkim echem. Informowały o tym wszystkie najważniejsze gazety na Śląsku i w Niemczech. Joannę (Johanne Schaffgotsch, z domu Gryczik, nobilitowaną na "von Schomberg-Godulla") pochowano w mauzoleum obok kościoła parafialnego trzy dni później, w piątek 24 czerwca 1910 roku. Dodam, że pięć lat później (18 lutego 1915 roku) zmarł i spoczął obok niej mąż.

28 czerwca 1910 r. na łamach gazety "Oberschlesische Volksstimme" (czasopisma ukazującego się w latach 1883-1935) opublikowano artykuł (zatytułowany "Beisetzung der Gräfin Schaffgotsch") opisujący przebieg pogrzebu. Oto przetłumaczona na j.polski treść artykułu:

"W Kopicach (Koppitz), w obecności niezwykle licznego grona gości odbył się uroczysty pogrzeb Gräfin Johanny Schaffgotsch z domu Gryzik von Schomberg-Godulla.

O godz. 10:30 rozpoczęła się ceremonia pogrzebowa w udekorowanej na czarno pałacowej kaplicy, w której wspaniałe kompozycje kwiatowe nadawały uroczystości łagodny charakter. Ceremonię pogrzebową poprowadził dziekan i proboszcz Kleiner z Koppitz (Kopic), przy asyście proboszczów Sabischa z Rogau (Rogów Opolski) i Werscha z Alt-Grottkau (Starego Grodkowa).

Grono nauczycielskie pod kierownictwem głównego nauczyciela Hoffmanna z Koppitz wykonało poruszający utwór chóru męskiego „Draußen dröhnen die Glocken bang” („Na zewnątrz z niepokojem rozbrzmiewają dzwony”).

Na trasie od pałacu do kościoła parafialnego ustawiły się następujące stowarzyszenia ze swoimi opasanymi żałobą sztandarami: stowarzyszenia weteranów z Koppendorf (Pniewie), Sonnenberg (Krasna Góra), Märzdorf (Marczyce), Winzenberg (Więcmierzyce), Kirchberg (Tłustoręby) i Koppitz (Kopice) oraz katolickie stowarzyszenie robotnicze z Koppitz (Kopice).

Pojawiły się sekcje górników wraz z sztygarami i nadsztygarami oraz flagi związkowe owinięte żałobną wstęgą.

Były to: kopalnie Godullaschacht-Morgenroth, Lybandragrube-Friedenshütte, Gotthard - Orzegow, Hohenzollern - Beuthen oraz Gräfin Johanna - Brobek. Wartę honorową przy zmarłej pełniło 2 sztygarów, 6 nadsztygarów i 4 górników z Kopalni Godulla. Przed kaplicą pałacową wartę honorową pełnili dwaj leśnicy.

O godz. 11:00 konwój ruszył w drogę. Po obu stronach drogi płonęły żałobne pochodnie. Górnicy nieśli trumnę, a przed nią niesiono obfite dary w postaci palm i kwiatów. Po obu stronach trumny szli leśnicy. Muzykę żałobną wykonywała orkiestra pułku piechoty von Winterfeldt (2. Oberschl.) nr 23.

W licznym orszaku pogrzebowym oprócz członków rodziny Schaffgotsch, podążali między innymi Herzog Viktor von Ratibor (Ratibor/Racibórz), Graf Saurma-Jeltsch, Graf Strachwitz aus Hünern (Hünern/Psary) Graf Strachwitz aus Wiersbel (Wiersbel/Wierzbie), Graf Matuschka aus Bechau (Bechau/Biechów), Graf Praschma aus Rogau (Rogau/Rogów). Major von Maubeuge aus Deutsch Wette (Deutsch Wette/Nowy Świętów).

Był też dyrektor generalny ("Gräflich Schaffgotsche Werke") dr Stephan oraz dyrektorzy kopalń Kuhna, Hübner i Lachta.

Powiat Grottkau reprezentował starosta Thilo, a miasto Grottkau (Grodków) burmistrz dr Schönhuth wraz z kilkoma radnymi i członkami rady miejskiej.

Następnie w kościele parafialnym odbyła się uroczysta msza żałobna (Requiem), którą odprawił dziekan Kleiner przy asyście dwóch wspomnianych już proboszczów. Chór męski wykonał podczas niej Requiem Battiga.

Dziekan Kleiner wygłosił pochwalną mowę pogrzebową na cześć zmarłej, w której szczególnie wychwalał jej głęboką pobożność i cichą działalność charytatywną. Po odśpiewaniu „Miserere” nastąpiło przeniesienie zwłok do mauzoleum, gdzie odbył się pogrzeb.

Chór męski zaintonował tu pełną tęsknoty pieśń: „Śpij teraz w pokoju, matko”. Orkiestra zagrała następnie: „Jakże łagodnie spoczywa”.

Tym samym imponująca ceremonia pogrzebowa poświęcona szlachetnej zmarłej dobiegła końca."

W swym testamencie Joanna zapisała spore sumy na rzecz służby pałacowej w Kopicach, sióstr szarytek we Wrocławiu oraz dla zakładów głuchoniemych we Wrocławiu i Raciborzu.

Niestety ani Joanna ani Hans Ulrich nie zaznali po śmierci wiecznego spokoju. Ich bajkowa wręcz opowieść kończy się prawdziwym horrorem.

Po roku 1945 splądrowano (i wbrew wciąż błędnie powielanym opowieściom, nie zrobili tego czerwonoarmiści) rodzinne grobowce i sarkofagi. Według krążących od kilkudziesięciu lat opowieści, zmumifikowane zwłoki Joanny i Hansa Ulricha miały zostać wyciągnięte z grobowca i "dla zabawy" ustawione przy pobliskiej knajpie, przy rowerach. Później miały długi czas poniewierać się po parku. Zrobili to nowi, powojenni mieszkańcy Kopic, przesiedleni z Kresów Wschodnich i Bieszczad na tereny "ziem odzyskanych".

Podobnie potraktowano miejsce spoczynku pozostałych członków rodziny Schaffgotsch, a mianowicie grobowiec znajdujący się w głębi parku. Jeszcze pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku w jego wnętrzu znajdowały się pootwierane trumny i porozrzucane, zmumifikowane szczątki potomków Joanny i Hansa Ulricha (ich syna Hansa Karla Gottharda, synowej Pauli von Fürstenberg, wnuka Franza Egona, wnuka Hansa Ulricha Gottharda oraz wnuczki Hedwig "Dedy" Schaffgotsch). Obraz we wnętrzu krypty grobowej był makabryczny. Dopiero w roku 1977, ówczesny proboszcz parafii w Kopicach, nawiązał kontakt z prawnukiem Joanny i Hansa Ulricha mieszkającym w Niemczech. Poinformował go o strasznym stanie grobowca (kaplicy i krypty grobowej) znajdującego się w głębi parku, o zniszczonych trumnach, rozrzuconych w jego wnętrzu jak i w pobliżu, zmumifikowanych szczątkach jego krewnych. W porozumieniu i za zgodą rodziny Schaffgotsch, proboszcz pozbierał szczątki ich przodków i pochował je w zbiorowej, symbolicznej mogile tuż obok ich grobowca na przykościelnym cmentarzu. Koszty pochówku i postawionego pomnika pokrył hrabia Hans Ulrich (III) Schaffgotsch (1927-2009) - prawnuk Joanny. Wiosną 2017 roku (a więc po dokładnie 40 latach) obecny kopicki proboszcz Jarosław Szeląg usunął wszystkie nagrobki znajdujące się na przykościelnym placu (nie przeprowadzając wówczas jakiejkolwiek ekshumacji), w tym także znajdujący się w bardzo dobrym stanie, ufundowany w roku 1977 nagrobek Schaffgotschów. Tłumaczył swoją decyzję złym stanem technicznym nagrobków, które miały jego zdaniem zagrażać zdrowiu i życiu odwiedzającym to miejsce osobom (głównie biegającym wśród grobów dzieciom ?!). Ekshumację zbiorowej mogiły Schaffgotschów przeprowadzono dopiero pod koniec października 2019 roku. Szczątki wszystkich Schaffgotschów spoczęły w drewnianej trumnie włożonej do kamiennego sarkofagu hrabiego Hansa Ulricha wewnątrz odrestaurowanego mauzoleum.

Copyright by J.M.Skop © All Rights Reserved 2006 - 2026

tel. +49 172 2309359   |   Impressum  |  Polityka prywatności

  • Facebook Black Round
  • Twitter Black Round
  • Instagram - Black Circle

pałac w kopicach,joanna schaffgotsch von schomberg-godulla,śląski kopciuszek,pałac na wodzie,hans ulrich graf schaffgotsch,kopice,karol godula,karl godulla,gräfin sophie henckel von donnersmarck,schloss koppitz,

bottom of page