Fritz Gaden (1889-1977) - ostatni szef kuchni w Pałacu w Kopicach

Fritz Gaden.jpg

Urodził się we Wrocławiu w roku 1889. Jego ojciec Claus Gaden był znanym i cenionym mistrzem budowlanym, aktywnym na budowach wielu pałaców i zamków, w tym m.in. przy przebudowie/rozbudowie na przełomie XIX i XX wieku Zamku Książ (Schloss Fürstenstein).

Po śmierci ojca (wedle ówczesnej tradycji) rodziną która utraciła jedynego żywiciela zaopiekował się ostatni pracodawca (Fürst Hans Heinrich XV von Pleß), oferując młodemu Fritz’owi Gaden naukę/wykształcenie jako kucharz (Kochausbildung).

Fritz Gaden okazał się nie tylko utalentowanym młodzieńcem, ale również uczniem pełnym energii i zaangażowania. Zapewne dzięki temu zdobył swoją późniejszą pozycję i uznanie w kręgach ówczesnej arystokracji. Po ukończeniu swojego „Kochausbildung“ otrzymał oferty pracy jako kucharz a następnie szef kuchni w wielu pałacach i zamkach ówczesnych europejskich arystokratów.

Wiele podróżował, wysyłany przez swoich pracodawców aby poznać tajniki kuchni w innych zakątkach świata, a zdobyte doświadczenie i receptury wykorzystywać przy konstruowaniu jadłospisów dla swoich pracodawców.

Zanim w roku 1940 trafił do Kopic (Koppitz), które od roku 1936 (po reformie nazw miejscowości jakie wprowadził na Śląsku Adolf Hitler) przemianowano na Schwarzengrund, pracował przez kilkanaście lat w pałacu w Guteborn (Schloss Guteborn, Landkreis Oberspreewald-Lausitz), należącym wcześniej do ostatniego króla Saksonii Fryderyka Augusta III ( König Friedrich August III).

W roku 1940 objął posadę szefa kuchni w PAŁAC w Kopicach, gdzie pracował aż do początku roku 1945. Była to bardzo odpowiedzialna praca, również dzięki której udało mu się zaprzyjaźnić z rodziną kopickich Schaffgostchów.

Fritz Gaden mieszkał z rodziną w pobliżu pałacu, na terenie folwarku. Z żoną Louise Gaden (urodzoną w roku 1898 w Bad Grund Oberharz) miał trójkę dzieci: córkę Anneliese (urodzona 1928), córkę Jutta (urodzona 1936) i syna o imieniu Horst (urodzony 1933). Cała trójka była rówieśnikami dwóch najmłodszych synów hrabiostwa (Hans Ulrich Gotthard urodzony w roku 1927 i Friedrich Carl Gotthard urodzony w 1931 roku) .

Chodzili do tej samej szkoły, wspólnie się bawili, czasem psocili. Naszym szczęściem jest, że cała trójka dzieci Fritza Gaden'a żyje do dziś i może nam zapewne jeszcze niejedno opowiedzieć.

Ze wspomnień dzisiaj 94-letniej Anneliese Gaden dowiedziałem się, że bardzo często grała w tenisa ze starszym od siebie o rok hrabią Hansem Ulrichem, który oprócz gry w tenisa lubił jeździć konno. Jego młodszy brat Friedrich Karl nie przepadał za sportem i był mniej aktywny, dlatego na polecenie matki - hrabiny Sophie, musiał często biegać wokół pałacu robiąc odpowiednią ilość rund, z czego reszta dzieciaków miała oczywiście niezły ubaw.

Jak widzicie, takie nawet wydawałoby się banalne wspomnienia/informacje z codziennego życia ówczesnych dzieciaków, są dla nas dzisiaj prawdziwymi skarbami.

Ale wracając do Fritza Gaden'a ...

Bycie szefem pałacowej kuchni wiązało się z wielką odpowiedzialnością. Planuj i gotuj codziennie nie tylko dla Schaffgotschów, ale przynajmniej kilkudziesięciu osób zatrudnionych w pałacu to już nie lada wyzwanie.

Córka Anneliese Gaden tak wspomina ojca: "Tata miał bardzo odpowiedzialną pracę, większość dnia spędzał w pałacu. Bardzo wcześnie wstawał, a spać kładł się ostatni, dopiero krótko przed północą. Nie tylko gotował dla Schaffgotschów, ale również koordynował zamówienia i zakupy.

Był w stałym kontakcie z osobami nadzorującymi pałacowe szklarnie i przekazywał im codziennie czego i ile potrzebuje. Był bardzo dokładny i wymagający. Pamiętam, że jesienią każdego roku mieszkańcy Kopic przynosili do pałacu grzyby, dziesiątki kilogramów zebranych w okolicy grzybów. Był to dla nich dodatkowy zarobek, a tata robił zapasy na potrzeby pałacowej kuchni. Brał/kupował tylko grzyby które były przecięte na dwie połówki, gdzie było widać czy nie są robaczywe.

Dzięki jego stanowisku/pracy w pałacu, mogliśmy tam codziennie przebywać. Hrabina (Sophie) była bardzo otwartą i przyjazną osobą. Nie robiła różnicy pomiędzy nami a jej dziećmi. Bawiliśmy się wspólnie z synami Schaffgotschów w pałacu, biegaliśmy po parku, nie raz psociliśmy.

Ja grałam często z Hansem Ulrichem w tenisa, był tylko rok starszy ode mnie. Pamiętam, że co roku w Wielkanoc, w parku otaczającym pałac, Schaffgotschowie organizowali specjalnie dla dzieci osób które dla nich pracowały, "Ostereier suchen" ("szukanie jajeczek wielkanocnych"). Dzieciom które nie umiały ich znaleźć pomagał hrabia, wskazując laską którą miał przy sobie, miejsce gdzie powinny zaglądnąć."

Pod koniec roku 1943 szefowi pałacowej kuchni doszły obowiązki wyżywienia kopickiego lazaretu (utworzonego w "willi dyrektora majątku") oraz narzucone przymusem, codzienne zaopatrzenie "Reichsarbeitsdienst Lager" (szkoleniowy "obóz pracy" dla niemieckiej młodzieży), który znajdował się na obrzeżach pałacowego parku.

W budynku, który znajduje się na początku Kopic (wjeżdżając od Grodkowa po lewej strony asfaltówki) i był dawniej WILLĄ ZARZĄDCY/DYREKTORA MAJĄTKU SCHAFFGOTSCHÓW, urządzono lazaret, czyli szpital wojskowy, który znajdował się tam do końca roku 1944.

Jutta Gaden, młodsza córka Fritza Gaden'a miała wtedy (1944) zaledwie 8 lat, ale nadal dobrze pamięta, jak wspólnie ze starszą o 8 lat siostrą Anneliese odwiedzały niemalże codziennie lazaret w WILLI DYREKTORA.

Jak wspomina, chodziły tam aby rozdawać rannym żołnierzom papierosy które ich ojciec otrzymywał w przydziałach, a których jako "niepalący" nie potrzebował. Owszem, mógł je albo dobrze sprzedać, albo wymienić na inny, pożądany wówczas towar, był jednak człowiekiem bardzo uczynnym i po prostu odstąpił je, nazwijmy to: "bardziej potrzebującym".

Dziewczyny były bardzo dumne z siebie i miały przy tym sporo radości, bo ranni i chorzy żołnierze z niecierpliwością oczekiwali ich kolejnych wizyt. Fritz Gaden przygotowywał każdego dnia posiłki nie tylko dla Schaffgotschów, ale również dla pacjentówi i personelu lazaretu. Aby w jakiś sposób umilić rannym i chorym żołnierzom pobyt w lazarecie, hrabina Sophie wysyłała swego szefa kuchni wieczorami do lazaretu, aby ten przy pomocy specjalnego projektora, wyświetlał zdjęcia które przywiózł ze swych dawnych, egzotycznych podróży po dalekim świecie. Fritz Gaden zabierał ze sobą również dziesiątki pocztówek i pamiątek przywiezionych z dalekich podróży i opowiadał żołnierzom o swoich wyjątkowych przeżyciach. Zapewne pozwoliło to niejednemu pacjentowi, chociaż przez chwilę zapomnieć o otaczającej go wojennej rzeczywistości.

Pod koniec roku 1944 przyszła kolej i na niego. Pomimo 56 lat na karku i starań hrabiny Sophie aby pozostał w Kopicach, został na siłę "wcielony"  do jednej z grup "Volkssturm". Brano wszystkich, jak leciało. Żona z trójką dzieci pozostała w Kopicach. Najstarsza córka Anneliese (miała wtedy 16 lat) tak wspominała ostatnie tygodnie w Kopicach:

"Ostatnie Boże Narodzenie w domu było w Kopicach w 1944 roku, następne w 1945 już w obozie dla uchodźców. Tuż po Bożym Narodzeniu 1944 r. usłyszeliśmy wystrzały z armat. Najpierw wystrzał, a później uderzenie. I to było coraz bliżej. Dystans czasowy między wystrzałem a uderzeniem stawał się coraz krótszy. Wrócili niemieccy żołnierze, a my byliśmy zaskoczeni, bo było dużo żołnierzy w niemieckich mundurach, ale mieli rosyjskie futrzane czapki. To były oddziały Włassoffa. Człowiek, który nadał im nazwę, był Rosjaninem, który miał armię walczącą dla Niemców.

Do Bożego Narodzenia 1944 r. zginęło już wielu ludzi. Nastrój był inny również z tego powodu. Kiedy miałam 12 lat (1940) przenieśliśmy się z zamieszkałego głównie przez ewangelików Guteborn do katolickich Kopic, z Dolnego Śląska na Górny Śląsk. Byliśmy jedną z dwóch ewangelickich rodzin w Kopicach, trochę jak trędowaci.

Z wyżywieniem też było ciężko pod koniec 1944 roku. Ktoś podarował nam kurę, więc mieliśmy kilka jajek. A my mieliśmy króliki. To właśnie jedliśmy. A mama dużo zagotowała: fasolka szparagowa i zapasy jak ziemniaki w piwnicy. Dostawaliśmy przydziały. Oznaczało to, że przydzielono nam określoną ilość ziemniaków. Coraz trudniejsze stawało się również ogrzewanie, bo przestały przyjeżdżać transporty z węglem z Górnego Śląska. Prawie nie było już brykietów. Węgiel był wsypywany tak luźno, że trzeba było zamieść miał węglowy, trochę go zmoczyć, zawinąć w gazetę, a następnie użyć do ogrzewania."

Kiedy w styczniu 1945 roku mieszkańcy Kopic w pośpiechu opuszczali wioskę, dla rodziny Gaden zabrakło miejsca w ostatnim transporcie. Ale o tym i dalszych losach rodziny Gaden dopiszę niebawem, przy następnej aktualizacji strony.

Dla Fritz'a Gaden'a Kopice były tylko jednym z wielu "miejsc pracy" w jego bogatej karierze zawodowej. Jako kucharz pozostał aktywny do późnej starości. Zawód którego wyuczył się poniekąd przypadkowo, stał się jego powołaniem a zarazem życiową pasją.

Wspólnie z Gregorem Leip, który jest wnukiem Fritz’a Gaden’a i synem Jutty Gaden, postaramy się jeszcze pozbierać okruchy rodzinnych wspomnień, zapisane oczyma dzieci ostatniego pałacowego szefa kuchni Schaffgotschów i przekazać je WAM. Mam nadzieję, że uda nam się w ten sposób nie tylko uchronić te bezcenne wspomnienia od zapomnienia, ale również przybliżyć WAM Kopice i Schaffgotschów tamtych czasów.

Podziękowania za przekazane wspomnienia dla Pani Anneliese Gaden i jej siostrzeńca - Gregora Leip.

▷Jeśli korzystasz z /lub udostępniasz mozolnie zebrane i opublikowane przeze mnie tutaj informacje, uszanuj proszę moją pracę/mój czas i podaj źródło, czyli linka/adres mojej strony. Będę Ci za to bardzo wdzięczny :) 

© kopice.org

Ostatnia aktualizacja 8 września 2022

Fritz Gaden około roku 1950. Fotografię udostępnił nam wnuk, Gregor Leip, za co serdecznie dziękuję.